Dzisiaj spędziłam bardzo fajny dzień. Całą rodzinką pojechaliśmy na wycieczkę, ja mężuś synek i moi rodzice. Pogoda dopisywała więc cały dzień spędzony na dworzu jest bardzo przyjemny. Mały oczywiście miał wiele wrażeń i naprawdę bawił się dobrze, tak się tym wszystkim zmęczył, że mam nadzieję że prześpi całą noc bez budzenia się. A propo już tylko raz w nocy się budzi do karmienia lecz bym chciała aby już zaczął przesypiać całe noce. Teraz powziełam sobie za cel nauczenie go siedzenia na nocniczku, pomimo że mąż mówi że jeszcze jest za mały (skończone 7miesięcy).
Ostatnio wpadłam na super pomysł żeby biegać 3 razy w tygodniu, lecz moje ranne wstawanie to dramat, więc puki co biegać będę tylko do autobusu. Niedawno leciałam do Anglii na ślub, było fajnie lecz niestety byłam bez synka i męża tylko na 2 dni ale czas na zakupy się znalazł. Oczywiście kupiłam mężowi i synkowi trochę rzeczy, a sobie tylko apaszkę. Teraz planujemy kolejny wyjazd do Anglii całą rodzinką.
Ehh byle do wakacji...
Pokój małego nabiera barw. Udało mi się przekonać męża, że pomalowane przeze mnie ściany będą wyglądały bardzo ładnie i tak oto tym sposobem na białej ścianie pojawiły się kolorowe cyferki i literki (jeszcze muszę dokończyć dzieło) i wygląda to super. Zostało mi jeszcze przekonać męża aby na drugiej ścianie, gdzie jest fluorescyncyjna ciuchcia napisać na dole wiersz pt. "Lokomotywa" mam nadzieję, że się uda.
W pracy mam dużo siły, uśmiechu i dobrego humoru. Staram się nie denerwować, dbam o siebie i rodzinę. Ogólnie jest pozytywnie.
Bywało lepiej ale i też gorzej. Po 3 dniach pracy i wstawania o 4 (nie licząc 2 karmień synka) jestem zmęczona. Najbardziej męczy mnie brak snu, nieprzerwanego snu. Dzisiaj wolne ale od jutra 4 dni pracy i to na rano. Powiem wam, że mam w sobie dużo siły, może to wychodzi z tego, że chce pokazać wszystkim, że dam sobie radę i z pracą i z dzieckiem i z obowiązkami domowymi. Może też trochę sobie chce też coś udowodnić. Ostatnio przeglądając prasę kolorową stwierdziłam, że pora wprowadzić wiosnę do mieszkanka i muszę rozejrzeć się za dekoracjami w żywych kolorach. Najbardziej to zieleń, róż i fiolet. Pod wpływem tych emocji wzięłam nożyczki i....pocięłam firankę :) W salonie wisiała sobie taka samotna jedna długa i stwierdziłam, że mi się znudziła i przetnę ją na pół zawiązując na dole co doda fajnego efektu. Mąż....no cóż zobaczył efekt i jak to facet... Cóż teraz chcę pojechać do ikei i poszukać fajnych bibelotków które sprawią, że go wstanę od razu będę miała uśmiech na buzi nie ważne czy to będzie 4 rana czy 9 :)
I pierwszy dzień minął, odziwno nie było źle, nawet dość dobrze. Po pracy szybko pędem do mojego małego szkraba, niestety mężuś w pracy już był. Obiad, sprzątanie i opieka nad synkiem. Pomimo tego wszystkiego mam jeszcze energi wieczorem. Jeszcze obejrze coś w tv, zjem jogurt z płatkami, wieczorna toaleta i do łóżeczka, bo jutro bardzo rano pobudka, a w miedzy czasie pewno ze 2 karmienia małego. Mężuś niestety będzie późno w domku, ehh takie życie gdy ma się małe dziecko, mijamy się i teraz sporo czasu upłynie zanim spędzimy wspólnie dzień. Jednak nie martwię się tym, już na jesień planujemy wspólne wakacje we trójkę. Jakoś mnie to wszystko cieszy, mam dużo energii i nie przejmuje się byle bzdurami. No i w pracy pełno fajnych osób z którymi chce się pracować, na szczęście nie ma już takich osób które jak odchodziłam kopały pod każdym dołki (jak się okazało same w nie powpadały) i robiąc wszystkim pod górę. Teraz są osoby z którymi naprawdę bardzo dobrze się pracuję, nie ważne nawet jaka ciężka praca by nie była :)
I po świętach i urodzinach, jakoś nie bardzo to odczułam. Najważniejsze, byliśmy z synkiem u alergologa i okazało się, że nie ma żadnej alergii poprostu ma taką cere, że jak jest ciepło i sucho to ma krostki. Teraz jak się ładna pogoda zaczęła to ciągle skręcony kaloryfer i wietrzenie pokoju, no i oczywiście codzienne długie spacery i buźka wraca do normy.
Z mniej przyjemnych rzeczy...powrót do pracy. Z jednej strony chętnie oderwę się od domu, sprzątania, gotowania, cały czas siedzenia z dzieckiem i nie spotykania dosłownie nikogo, ale z drugiej strony wolała bym zostać przy synku i patrzeć jak się rozwija itp. poza tym tak długo byłam w domu, że boję się powrotu.
Mąż idzie na jakieś kursy kwalifikacyjne, cieszę się bo warto w to inwestować.
Jakiś czas mnie tu nie było, to jednak nie znaczy, że nic się nie działo. Chociaż bywało taki nudne dni nie warte zapisywania. Bardzo mnie cieszy pogoda, która robi się coraz ładniejsza, a spacer z synkiem przy takiej pogodzie to duża przyjemność zwłaszcza że synek już siedzi w spacerówce i poznaje świat. Poczynił już dużo postępów przede wszystkim ma już 2 ząbki, małe bo małe ale już się przebiły, już prawie sam siada no i umie pełzać do tyłu. Wczoraj krostki z buzi zaczęły mu znikać i w końcu jestem zadowolona z jego skóry. Niestety w dalszym ciągu nie wiem co to były, albo jest, lecz jutro jedziemy do alergologa i poproszę o badania wtedy będę miała pewność czy to jakaś alergia pokarmowa.
Niedługo powrót do pracy w pewnym sensie się cieszę ale też mam dużo wątpliwości dotyczących czasu dla synka, gdyż niestety albo stety mam pracę zmianową. Dopiero gdy mały będzie chodził do przedszkola będę mogła szukać pracy o stałych godzinach pracy. Póki co cieszę się ostatnimi dniami przed powrotem do pracy.
Od jakiegoś czasu wprowadziłam mój codzienny mały rytuał, co to jest? Już piszę... Postanowiłam poświęcić każdego wieczoru o 15 min więcej dla pielęgnacji. Zawsze po kąpieli po prostu myłam ząbki i szłam spać marząc o cieplutkiej kołderce i kolorowych snach, jednak ostatnio to zmieniłam. Dodałam 15 min na małe rzeczy takie jak kremowanie. Zawsze miałam mnóstwo kremów różnego rodzaju do różnych partii ciała, teraz postanowiłam zużyć wszystkie co daje mi pretekst do wybrania się na zakupy i kupienia po jednej rzeczy dużo lepszej jakości, tak aby mieć tylko 1 rzecz do danej partii ciała no i również do makijażu, lecz zakupy będą gdy wszystko się zużyję, czyli nie prędzej jak w przyszłym roku :) Moje 15 min to kremowanie, nigdy do tego nie przywiązywałam większej uwagi czasem stosowałam lecz w większości przypadków albo mi się nie chciało albo zapominałam. Teraz to jest takie moje małe odstresowanie, czy wiedzieliście ile można mieć różnych kremów i kremików? Otóż przeraziłam się... lecz wiem, że to napewno nie jest koniec, a więc inny krem do twarzy, pod oczy, do rąk, do stóp, do ciała, ujędrniający. Akurat ja mam 5 gdyż krem pod oczy skończył mi się i tutaj mam pretekst by kupić najlepszy na moje problemy. Czy któraś z was może mi poradzić jakiś dobry na cienie pod oczami? Kiedyś używałam żelu ze świetlika i nie specjalnie pomagał, fakt koił zmęczone oczy i powieki ale poza tym nic więcej. Widziałam fajny z ziaji ale nigdy nie stosowałam, lecz uwielbiam wszystko z ziaji i jestem zadowolona z tych kosmetyków więc chyab warto spróbować. Wracając do reszty kremów to zauważyłam diametralną różnicę gdy codziennie kremuję ciało i stopy. Moje ciało jest super mięciutkie, nawet synek by mi pozazdrościł, nie wiem czy to jest rezultat codziennego nawilżania czy poprostu mam dobry krem tak samo ze stopami. Teraz wiem, że warto poświęcać 15 min na codzienną małą przyjemność, bo później to zaowocuje.
Zachęcam was do komentowania i pisania o swoich ulubionych kremach do różnych partii ciała. Jak już wspomniałam gdy wszystko zużyję chcę zakupić naprawdę dobre i sprawdzone kosmetyki więc przydadzą mi się opinie.
Miłej nocki
Jeśli chodzi o męża to chyba faktycznie sobie coś ubzdurałam. Chyba oboje ostatnio jesteśmy przewrażliwieni. Z synkiem znowu muszę jeździć po lekarzach, pierw jakieś badania rutynowe, poza tym mało przybrał na wadze i też chcą to sprawdzić, po drugie to co ma na policzkach może być alergią i wizyta u alergologa jest potrzebna gdyż dermatolog i pediatra nie wiedzą co mu może być. Wydaje mi się, że może to być poprostu trądzik niemowlęcy, dużo dzieci to ma i samo mija, bo podejrzewałam skazę białkową ale jakiś czas temu nie jadłam nic nabiału przez 2 tyg,a mu się pojawiło teraz jem i mu znika, poza tym nie ma innych dolegliwości które wiążą się z alergią, ale jeśli da rade to wolę zrobić mu badania pod tym kontem. Naszczęście pogodna dopisuję. Mały robi dużo postępów, dzisiaj rano gdy mąż przyniósł go do rannego karmienia zaczął się kręcić i udało mu się po raz pierwszy przekręcić z pleców na brzuszek, zazwyczaj robił na odwrót i jakieś parę dni temu zaczął pełzać do tyłu. Naprawdę takie momenty warte są wszystkiego :) Miłego wieczorka życzę
Od czego by tu zacząć...może od tego, że powinnam ufać mojemu mężowi, ale tyle sie teraz słyszy. Dzisiaj wydarzyło się coś bardzo dziwnego co mnie zaniepokoiło. Niestety patrząc w przeszłość moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła i to mnie przeraża, ale może od początku. Całkiem niedawno może z godzinę temu siedzieliśmy z mężem przy stole, on buszował w internecie na laptopie, a ja obok czytałam książkę, jego telefon leżał pomiędzy nami. Nagle zaczęło coś dzwonić. Skoczył do niego jak sparaliżowany i nacisnął od razu czerwoną słuchawkę, oczywiście nie zdążyłam zobaczyć co to było, bo on zareagował ułamkiem sekund. Myślałam, że to może dzwonek z przypomnieniem że czas zbierać się do pracy (teraz ma nocną zmianę), ale on odparł że kolega. Więc zapytałam się czemu nie odebrał, bo może coś ważnego, powiedział a po co. Od razu po tym schował telefon do kieszeni spodni, czego w domu nie robi. Powiedziałam mu, że dziwnie zareagował oczywiście coś zaczął mówić. Po jakiś 5 minutach wyszedł do pokoju i chodź czytałam książkę i nie widziałam co robi, wyczuwałam bądź też dało się słyszeć że wyciąga telefon i coś w nim sprawdza. Może jestem przewrażliwiona albo co innego. Chodź to wydało mi się dziwne, bo nawet jak kolega dzwonił czy ktoś z kim nie chciał rozmawiać to się tak nie zachowywał. Niestety w mojej głowie pojawiło się milion złych myśli i nie wiem co o tym sądzić, poradźcie mi coś. Mam nadzieję, że to poprostu moja wyobraźnia i nic się złego nie dzieje. Dodam, że rano czekało na mnie serduszko z piernika i bombonierka, niby fajnie i bardzo się cieszę że pamiętał, ale na walentynki nic specjalnego nie dostałam. Chyba już szukam dziury w całym, ale jakiś diabełek szepcze mi do ucha, że może tym próbuje naprawić swoje poczucie winy. Już nie wiem co mam myśleć.
Ostatnio spodobała mi się taka forma zakupów. Z racji tego, że mam małe dziecko to nie mogę sobie pozwolić na luksus chodzenia po centrach handlowych, poza tym ten czas wolę spędzić z synkiem. Na nasze szczęście w internecie już teraz kupi się dosłownie wszystko, a przy tym jest wygodniej i lepiej, a w większości przypadków także dużo taniej. Więc gdy dziecko spokojnie śpi w drugim pokoju, ja mogę zrobić sobie herbatkę wskoczyć do łóżeczka w piżamce z laptopem w dłoni i wertować setki sklepów w poszukiwaniu wszystkiego co jest mi potrzebne. Jest to oszczędność czasu, bo jednego wieczora mogę odwiedzić setki sklepów. Od czasu gdy mam rodzinę bardziej rozsądniej podchodzę do zakupów, nawet ostatnio jak wiecie zrobiłam porządki w kosmetykach, ciuchach i innych i pozbyłam się tego co mi było nie potrzebne. Mój mąż jest kochany, bo pozwala mi na zakup niezbędnych rzeczy, bo wie że są potrzebne i wie też że nie wydam 200zł na krem. Jest jeden problem w robieniu zakupów przez internet, wszystkiego jest za dużo i czasem można się pogubić. Ja pierw zaczynam od listy tego co potrzebuję wtedy łatwiej jest wyszukać dobrych promocji.
W piątek wybieramy się z synkiem na szczepienie, mam do pani doktor milion pytań gdyż synek dalej ma jakieś uczulenie na policzkach. Niestety wizyta u dermatologa nie pomogła, bo wszystko poznikało i pojawiło się później, teraz gdy miał tego dość sporo zrobiłam zdjęcie by chociaż trochę zobrazować lekarce problem, oczywiście poproszę o skierowanie na badania na alergie gdyż notesik i zapisywanie co mu szkodzi nie działa, bo od ponad 2 tyg nic takiego nie jem (zwłaszcza nabiału i czekolady), a raz mu znika za chwilę trochę się pojawia.
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |